16.01.2011r.
Czas płynie bardzo szybko, jeszcze 5 miesiecy i nasza córa będzie miała 3 lata...kiedy to minęło..
U nas powolutku do przodu, Julcia chodzi , wstaje i idzie tak poprostu..niesamowite to jest..co prawda nie jest to chód jaki chcemy uzyskać, czasem chwiejny, czasem nie, ale jest:) wciaz mocno ćwiczymy nózki Juli ponieważ uparła sie i wciaz robi przeprosty w kolankach teraz juz duzo mniej, ale rehabilitacja wciaz jest niezbędna.W marcu czeka nas wizyta u dr rehabilitacji to bedziemy wiedzieli co dalej.
Jeździmy cały czas do logopedy i na wczesne wspomaganie z panią oligofrenopedagog(moglam przekrecic nazwe...zawsze przekrecam:))Jula bardzo lubi te zajęcia, niczego sie nie boi porównując z rehabilitacją gdzie praktycznie zawsze na dzień doby musi byc rzyg ze strachu..
W najbliższych dniach czeka nas wizyta w centrum leczenia zeza w Krakowie i wizyta w Tymbarku u neurologopedy. Mam nadzieje ze uda nam sie tam byc..martwie sie bo od wczoraj Jula jest przeziebiona ma duzo wiecej wydzieliny, zapluwa sie strasznie, kaszle, stan podgorączkowy...walczymy z tym inhalacjami mam nadzieje ze do środy sie uda...bo wtedy mamy okuliste.
Co do rury...ymmm drażliwy temat wciąz czekamy i czekamy...Ostatnio Pani dr z Warszawy powiedziała ze ustala nam termin taki tygodniowy bo chce porobic wszystkie niezbedne badania zebysmy wiedzieli co z ta dekaniulacja..i tak sobie czekamy od konca pażdziernika..
Julia całe dnie oddycha juz buzia ma non stop zatkana rurke, czasem tak mocno odkaszlnie ze koreczek ucieka z rury, jak jest chora odsysamy duzo wiecej razy..
Martwie sie jak to bedzie po dekaniulacji..i czy w ogole niedlugo jej wyjma ta rurke..bo Jula ostatnio jest taka podatna na infekcje..:(
Na koniec bardzo proszę o 1% podatku dla naszej córeczki...zebrane pieniążki chcemy przeznaczyć na operacje usunięcia zeza, prywatne rehabilitacje i wizyty u specjalistów.
31.10.2010r.
W naszym życiu ostatnio dobre wieści...za co naprawde jestesmy wdzięczni TEMU U GÓRY..
28 pażdziernika nasza córka w wieku 28,5 miesiaca zrobila pierwsze samodzielne kroki i bardzo to jej sie podoba!!! Narazie to wyglada ze leci zeby tylko sie czegos zlapac ale potrafi przejsc nawet dwa metry...wstanie z misia i tez przejdzie kilka krokow...jejciu jaka to dla nas radosc...i pomyslec ze miala byc dzieckiem lezacym...moze spelni sie nasze marzenie i na Święta Bożego Narodzenia bedzie juz chodzic...
Przed nami święto rozmyślan i zadumy...Zawsze pamietamy o naszej Natalce..ale teraz tak jakos jeszcze bardziej..przychodza znowu mysli..."a dlaczego"itp...
Natusia jest naszym Aniolem Strózem...to dzięki Niej Jula jest w takim stanie w jakim jest..i wiem ze z czasem wyjdzie z tego..wierze w to..
26.10.2010r.
Wczoraj wieczorkiem wróciliśmy z Warszawy. Mamy optymistyczne wieści:) Musimy bardzo duzo zatykać rure małej, żeby praktycznie zapomniała że ja ma i jak dobrze pojdzie to za 2-3 miesiace bedziemy bez rury:))))
26.08.2010r.
Minęło pół roku odkąd nie pisałam w blogu. Dużo za nami, jeszcze wiecej przed...Jula małymi kroczkami idzie do przodu. Od maja pięknie raczkuje, później nauczyła się wstawać przy czymś, potrafi wejść sama na łóżko i zejść(chociaż mniej ładnie:))chodzi przy meblach, pięknie chodzi trzymana za dwie rączki, postawiona przy ścianie stoi i stoi i stoi heheh..Takie sukcesy ogromnie cieszą...naprawde..Jestem na etapie szukania bramki na schody ponieważ nasz mały urwis nauczył się wychodzić po schodach, co prawda na czworakach ale to niebezpieczne...trudno ją stamtąd odgonić..
Generalnie zwiedza cały dom, dojdzie gdzie tylko chce..a ja musze codziennie prać sterty wybrudzonych spodni, skarpet i koszulek:)
Drugi nasz sukces...pozbyliśmy się całkowicie sondy!!! Od lipca Julka już całkiem samodzielnie je. Początkowo ubyło jej pół kg ale już wraca powolutku do swojej wagi..waży obecnie 10kg z maleńkim haczykiem, ma 84cm wzrostu:)
I sprawa która nie daje nam spokoju..rurka tracheo..po broncho w marcu okazało sie z Jula ma duża ziarnine którą trzeba usunąć w kwietniu ja usunelismy...bylo strasznie...zairnina byla duza nie udalo sie jej usunac przez broncho musieli ja ciac, sama lezala 1 godzin nie moglismy tam wchodzic, mala byla przypieta do lozka paskami...ogolnie wyszla z tego szpitala "cofnieta" bała sie każdego kto wchodził do domu, nie chciała jesc,.spowrotem wrocila calkiem na sonde...
pozniej okazalo sie na kolejnej broncho ze usunieto ladnie ta ziarnine ale ta wczesniejsza zaslaniala druga..paskudna umiejscowiona przy strudnach glosowych..diagnoza...nie do zrobienia w Krakowie...
w koncu zdecydowalismy sie dzialac na wlasna reke...Pani laryngolog z warszawy obejrzala bronchoskopie juli na kasecie i zdecydowala ze to jest do usuniecia..
Jedziemy do warszawy w pazdzierniku, przy okazji dowiedzialam sie ze to nie jest tylko kwestia ziarniny ale takze wiotkosci i plastyki...ciezki wyjazd przed nami
bardzo sie boje tego co bedzie...boje sie ze to co wypracowalismy z jula znowu pojdzie w niepamiec przez traume szpitalowa...oby nie...
Byliśmy także na prywantej wizycie w centrum leczenia zeza Pani dr okazała sie naprawde super okulistka, jest szansa ze obejdzie sie bez zabiegu na zeza..zmienilismy szkielka z 1,5 na 4+...juz widac poprawe~!!
na koniec jeszcze troche bardziej pozytywnie julenka nadal jada papki ale juz z malymi grudkami, ladnie zjada zupke z drobnymi kluseczkami pieknie zjada chrupki kukurydziane, teraz jestesmy na etapie nauki gryzienia....i jula od miesiaca robi kupke do nocniczka:)
15.03.2010r.
Kolejne kontrole za nami. Słuch Jula ma bardzo dobry, Pani dr powiedziała, że będzie mogła grać na instrumentach:) Niestety wizyta w poradni rehabilitacyjnej nas nie pocieszyła...w-g Pani dr to dziecięce porażenie mózgowe. Jednak ta sama Pani dr kilka miesiecy wczesniej twierdzila ze Jula nie bedzie siedziec, a tu proszę mam szalone dziecko siadające z każdej możliwej pozycji..nawet robi szpagaty hehe wszyscy są zdziwieni jaka jest gibka:)pełza po domu...coraz ładniej stoi postawiona jak sie czegos trzyma, i probuje wstawac w lozeczku,..
nasza rehabilitantka twierdzi ze to raczej nie porazenie bo jedyna cecha ktora jula ma to to ze wolniej sie rozwija...ale przeciez ona miala trudny start..no zobaczymy jak to bedzie..
W srodę jedziemy do szpitala na kilka dni...czeka nas bronchoskopia..jestempełna obaw.boje sie jak to bedzie, co z tego wyniknie....czy jula bedzie mogla mieć już usuniętą rurke...
19.02.2010r.
Jak zwykle zaniedbałam bloga:)Tak to już u mnie jest, Kiedyś mogłabyś siedzieć i pisać wciąż, a teraz albo czasu, albo sił i ochoty brak.
Ale korzystając z tego z tatuś wziął Julke na spacer, ja coś napisze.
Julia skończyła 20 miesięcy. Pięknie siedzi, sama siada z plecków, z brzuszka oczywiście trochę śmiesznie, ale sama sobie radzi:) Ostatnio coraz więcej łapie. Nauczyła się wrzucać klocki do wiaderka, reaguje jak ktos powie daj i daje to co ma w rączce. Pięknie pochyla sie zeby dac buziaka, puszcza buziaki, potrafi robi miny na zawołanie- trzy głowne to : wystaw jęzorek, uśmiech do zdjęcia i powaga:))Jak coś jej się uda to robi sobie brawo, wydaje mi się ze coraz więcej rozumie. Poznaje wszystkich domowników, uwielbia sie bawić.
Rano wstaje, daje buzi tygryskowi (maskotka) a potem do zabawek:) Cały czas ćwiczymy i uczymy się czworakować jula jest coraz mocniejsza ale za bardzo nie chce załapac:)potrzebuje wiecej czasu. Po kontroli u neurologa okazało sie ze mamy niedowład czterokończynowy ale wydaje mi sie ze to jest jakas lekka forma tego słowa, w-g naszej rehabilitantki to napewno nie porazenie bo mała by sobie tak dobrze nie radziła.Neurolog była w szoku jak zobaczyła małą. W porównaniu do tego co było pół roku wcześniej określiła juli postępy jako spektakularne, dlatego jestesmy dobrej mysli. Oczka sprawdzone pogorszenia nie ma, tylko ten zez z którym walczymy, jesli same okulary i zasłaniane oczek nie pomoze bedziemy myslec nad laserem. Karmimy ja sondą ale musze sie pochwalic ze Jula potrafi zjesc deserek ok 180ml jedzenia buzia karmiona łyzeczka. Narazie to jeden posiłek dziennie ale zawsze to coś. Obiadek tez zjada ale mniej bo zazwyczaj jest wtedy senna:) Wybieramy sie na badanie EEG bo czasem jula ma drzenia rączki, boimy sie ze to mogą byc objawy padaczki, jednak narazie nie ma co krakac , bedzie co bedzie. No i ostatnim problemem jest rurka, ale jestesmy dobrej mysli, mamy nadzieje ze do lata uda nam sie jej pozbyc..
20.11.2009r.
Właśnie siedzimy z Julcią i czekamy na Pana Doktora. Czeka nas szczepienie na ospe - szczepienie nieobowiązkowe, ale z racji powikłań jakie Jula mogłaby będziemy się szczepić. Normalnie pojechalibyśmy do ośrodka zdrowia, ale już u nas jest epidemia grypy (nie świńskiej na szczescie) wiec doktor przyjedzie do nas ...jak to dobrze, że mamy takiego zaprzyjaźnionego, który jest jak go potrzebujemy. We wtorek mamy jechać do Krakowa na badanie słuchu kontrolne..troche sie boje, żeby mała się czymś nie zarazila ale mam nadzieję że będzie dobrze..Julek mi tu siedzi potem jej się znudzi przewraca się i wkurza, że chce siedzieć a sama się jeszcze nie podniesie:)
17.11.2009.r.
Dziś I Światowy Dzień Świadomości Wcześniactwa - więcej można poczytać na www.wczesniak.pl
Dziś na rehabilitacji Jula została pochwalona...już dawno tak nie było, bo zamiast się wkurzać, płakać i buntować wreszcie pokazała co potrafi, mimo iż w domu już dawno to robiła, nasza rehabilitantka zobaczyła to poraz pierwszy no i Jula dostała pochwałe:)))Nasz mały dzielny bobasek:)
Razem z mamami wcześniaczków próbujemy nagłośnić sprawę Synagisu, niestety NFZ chyba teraz zajęty jest szczepionkami przeciw świńskiej grypy która panuje i zapomina sobie o tych najmniejszych, którym te przeciwciała mogą nawet uratować życie..przykre ..w tamtym roku dzięki dzielnej Calineczce i nagłośnieniu akcji w mediach NFZ przeznaczył 8mln zł na Synagis i nasza maleńka córcia się załapała i jej pomogło. Odkąd wyszła do domu nie chorowała ani razu. W tym roku przydałoby się to ponownie ale w NFZ cisza, próbujemy przez media, fundacje zobaczymy...pojedycza szczepionka kosztuje ok 5tys zł...Jula jest już duża powinna dostać jednorazowo podwójną, albo potrójną dawke...ale to takie pieniądze, że szkoda gadać...zobaczymy...może się uda a może nie..
10.11.2009r.
Na samym początku chciałam przeprosić, że tak długo nie pisałam..tyle sie działo w naszym życiu, że jakos nie miałam czasu. A teraz gdy już zima tuż tuż coraz zimniej to wiecej czasu spędzam z Jula w domu więc myślę, że będe pisać tu częściej.
Przez ten cały okres czasu bardzo dużo się działo, nasza kruszyna skończyła roczek, potem pięknie pozbyła się tlenu już w ogóle go nie potrzebuje. Dzięki akcji w "Przyjaciółce" dostalismy super malutki i lekki ssak i dzięki niemu zabralismy nasze maleństwo nad morze, żeby troche zmieniła klimat, powdychała jodu. Było super Julci od razu się spodobało. Słuchała szumu morza, kopała łapkami w piasku, nawet zamoczyła nóżki w wodzie, ale zdecydowanie była dla niej za zimna i skończyło się płaczem:)
Od niedawna nasza mała gwiazda posadzona coraz dłuzej wytrzymuje na siedząco, jesteśmy z niej ogromnie dumni, bo to takie nasze oczko w głowie:)
Mieliśmy badania nerek, które pokazały ze nie ma śladu po kamicy nerek, także jak narazie jest ok:)
Juleczka ma swoje ślicznie rózowe okularki na zezika, w których niestety nie lubi chodzic:)
Niedlugo czeka nas badanie słuchu i wizyta u neurologa mam nadzieje ze nie bedzie źle..
21.04.2009r.
Równe dwa miesiące tu nie pisałam...
Troszke się u nas pozmieniało:) Jula nam ładnie rośnie, waży już ponad 7kg!!! Cały czas ją rehabilitujemy vojta..i metodą castillo moralesa ( lepsza praca jezyka) Cały czas myśle o bobathach..ale nie wiem czy to nie bedzie za duzo dla niej...
Dostalismy ostatnią dawke syngaisu (razem 5) i 2 prevenary jak na razie Jula ma sie dobrze i mam nadzieje ze tak bedzie caly czas!!
Zaczela sie tak cudownie smiac...kocham to jak wstaje rano (jula spi w swoim lóżeczku) cos do niej mówie a ona wita mnie cudownym uśmiechem:)))
Byliśmy na badaniu słuchu na szczeście wszysło dobrze, mielismy także usg głowy i nerek i nie jest źle..napewno nie jest gorzej a jak to lekarz okresli jak na to co ona przeszła to jest ok...wszystko na dobrej drodze...
Jula ma już 10 miesięcy,..jak narazie potrafi sięgac po zabawki, pchać wszystko do buzi, na brzuszku podnosi głowke nie długo ale to i tak super!!! obraca sie na boki szczegolnie na swój jeden ulubiony:) uwielbia spac na boczku, kopie nogami co popadnie:))) boski jest jej smiech z jezorem na wierzchu:)
jestesmy wciąż pod tlenem ale jest lepiej, na spacerach które jula kocha oddycha coraz ładniej i BEZ TLENU!! niestety wciąż wisimy na sondzie ale walczymy.,,,
Ostatnio zmienialismy jej rureczke...i w momencie gdy ja wyciagnelam stara a mąz jeszcze nie zdazyl załozyc nowej...jula krzykneła swoim własnym głosem , a mi łzy słyneły do oczu....eh nigdy nie słyszałam jej głosu....
CHCIAŁABYM PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM KTÓRZY PODAROWALI NA RZECZ JULI SWÓJ 1 % PODATKU!
21.02.2009r.
Julci jest już w domu 5 tydzień. Tydzień temu bardzo nas przestraszyła, wymagała więcej tlenu i szybko oddychała pojechaliśmy z nią za namową lekarza do szpitala rejonowego. Przyjeli ją na oddział porobili badania i okazało się że żadnej infekcji na szczęście nie ma, ale musieliśmy zostać dobę na obserwacji. W szpitalu traktowali nas jak ufoludków, zarówno personel medyczny jak i mamy z dziecmi które tam przebywały...dla wszystkich to było coś nie do pojęcia tzn butla, tlen, rurka, sonda.,...szkoda gadać...na szczęście nie musieliśmy tam zostawać na dłużej..
W środę bylismy na kontroli w Krakowie, dostaliśmy trzecią dawkę synagisu. Ładnie rośniemy od wyjścia do domu przybraliśmy ponad 700gr:) w środe Jula ważyła 6120:)rośnie nam jak na drożdzach w ciągu tygodnia potrafi wyrosnąć ze śpiochów:)
Zaczęlismy rehabilitacje Juli metodą Vojta ze względu na to, że Jula jest pod tlenem musimy na razie płacić za prywatne wizyty tzn 70zł 1-2 razy tygodniowo.4 razy dziennie ćwiczę z Julą i powiem szczerze, ze ja już widzę efekty a to dopiero tydzien rehabilitacji za nami...
Chciałam tu jeszcze poruszyć jeden problem.,..
Jakaś kobieta , domyślam się, że pewnie któraś z naszych sąsiadek, napisała na Julci stronie komentarz, który bardzo mnie zasmucił i zarzucał mi , że wyciągam od ludzi pieniądze.
Od razu mówię, że komentarz został wykasowany.
Droga "sąsiadko" twierdzisz, że moja rodzina ma tyle pieniędzy, że napewno starczyłoby na Jule, ze mamy samochody jak to okresliłaś "wypasione" i że te pieniądze, które ktoś ofieruje na Jule mogłoby pomóc bardziej choremu dziecku. Fajnie tak kogoś osądzać jak się w ogóle nie zna sytuacji w jakiej ten ktoś jest!!!Nie ukrywam, bardzo mi się zrobiło przykro! To, że moja mama i mój tata mają samochody, którymi jeżdzą do pracy bo są im potrzebne, to, że my mamy ponad 10-letni samochód który musimy miec zeby jeździć z Julą do szpitala i lekarzy ponieważ żadne hospicjum nas nie obejmuje nie znaczy , że kąpiemy się w pieniądzach!! Jakbyś chciała wiedzieć, teraz mamy bardzo ciężką sytuacje finansową i gdybyśmy nie potrzebowali kasy to byśmy o nią nie prosili!!!Jula wymaga naprawde dużych nakładów finansowych. Ja nie mogę iść do pracy, bo non stop ktoś musi przy niej być. Nie da się jej zostawić pod opieką np babci jak każde inne dziecko. Jule trzeba co chwile odsysać, trzeba ją wentylować, oklepywać, rehabilitować i nikt inny oprócz mnie i męża tego nie zrobi!! Łukasz haruje od rana do nocy, żebyśmy mieli kase na życie, na paliwo itp
Także "KOCHANA SĄSIADKO" błagam nie osądzaj jeśli nie znasz sytuacji!!!!!!!!!
29.01.2009r.
Już prawie drugi tydzien w domku:) Prawie bo w tamtym tygodniu bylismy jeszcze na 3 dni w szpitalu, na badania kontrolne, i szczepienia.
Na szczęście udało nam się załapać na listę dzieci które dostają od NFZ SYNAGIS. Są to bardzo ważne przeciwciała chroniące przez wirusem RSV który wywołuje bardzo groźne zapalenia płuc.
Jula dostała już dwie dawki, 18 lutego mamy trzecią potem jeszcze jedną w sumie chyba pięć. Zaszczepiliśmy się też przeciw pneumokokom, następna dawka za 5 tygodni i na zółtaczke.
Julcia ładnie przybiera na wadze ( tak mi sie wydaje, jeszcze nie kupilismy wagi)
Jeszcze dziś postaram się aby pojawiły się fotki Juli już w domku:)
Wydaje mi się ze nasz mały pączuszek jest szcześliwy w domciu..juz sie przystosowała:)
Kochamy ją ponad życie!
19.01.2009r.
Jula jest nareszcie w domu!!!! Od piątku 16 stycznia jesteśmy w domciu, Julcia jest pod tlenem, wciąż je przez sonde ale jest boskim dzieckiem, kocham ją ponad życie!!
Pierwsza nocka była ciekawa, mimo tego iż Jula zazwyczaj chodzi spac po godzinie 20 to w piątek taka była ciekawa wszystkiego że poszła spać o 3:) razem z nami w łóżku oczywiście:)
Tej nocy pierwszy raz spała w swoim łóżeczku, musielismy kilka razy wstawac zeby ją uspokoić ale dośc pospaliśmy w nocy:)
W srode jedziemy jeszcze do szpitala na szczepienia i badania w piatek wracamy, jestesmy najszczesliwszymi rodzicami pod sloncem:)
Jula własnie sobie leży i się rozgląda a ja sobie pisze:)
BARDZO BARDZO PROSIMY O PRZEKAZYWANIE NA RZECZ JULI 1% PODATKU, gdyż potrzebujemy pieniędzy na rehabilitacje i leczenie
04.12.2008r.
Witajcie:)
Ta stronka powstała głównie dzięki mojej kochanej koleżance z forum Martusi ( Martuniu dziękuje)))
Jestem mamą Julci, jedej z bliźniaczek, które urodziły się w 25 tyg ciąży, a dokładnie 13 czerwca 2008r, w piątek... Przyczyny porodu nie odnaleziono..
Natalka większa z bliźniaczek odeszła jeszcze tego samego dnia...moja kruszynka nawet jej nie widziałam..nie mogłam dotchnąć, pocałować...nic nie mogłam...leżalam w sali pooperacyjnej i błagałam Boga żeby to się jakoś ułożyło...No i zabrał nam Natalke, ale teraz z perspektywy czasu wiem, że tak miało być...Natusia tam jest szczęśliwa i czuwa nas swoją siostrzyczką...
A Julia, Julia jest cudem...darem od Boga...jest tak dzielnym dzieckiem...tyle co ona przeszła to nie jeden człowiek by nie wytrzymał...a ona ma taką niesamowitą wolę walki i tak bardzo chce żyć, że żyje i będzie żyć, i wyrośnie na śliczną zdrową dziewczynkę!!! ja to wiem!!! kocham ją ponad życie...dziękuje Bogu za każdy jej kolejny dzień...
Na dzień dzisiejszy Julia waży prawie 4,5 kg, ładnie reaguje na dźwięki, zaczyna się rozglądać po świecie, macha rączkami, nóżkami, podnosi główke do góry..przytrzymuje kilka sekund...jest cudownym dzieckiem!!
Owszem ma swoje humorki, ale to po mamusi :)
Jak wiadomo przeszła tracheotomie z powodu zapadania się gardełka i krtani...wciąż jest pod tlenem i dostaje mleko przez sonde bo oduczyla się ssac...
Ale dziś lekarz powiedział mi kilka waznych słów...Julia nie wymaga już intenstywnej terapii i jak tylko zwolni się miejsce na pulmonologii zostaniemy tam przeniesieni by nauczyć się jak opiekować sie dzieckiem z rurką...
14.12.2008r.
W srode przenieslismy się z intensywnej terapii na oddział pulmonologiczny...tam od razu stałam się prawdziwą mamą:) kąpałam moje malenstwo, przebierałam, nauczylam sie pielegnowac okolice rurki, odsysac, zmieniac sonde itp. pozostalo mi nauczyc sie zmianiac rurke...
w piatek klo poludnia rozmawialam z ordynatorem...chcialam sie dowiedziec ile Jula jeszcze bedzie musiala siedziec w szpitalu...oczekiwalam odpowiedzi..."to zalezy od jej organizmu" albo czegos w stylu "kilka miesiecy"
a co usłyszałam????
"jesli nauczy sie Pani wszystkiego do piątku za tydzien to na świeta Jula wyjdzie do domu, oczywiscie z tlenem i na sondzie ale wyjdzie"!
wyobrazacie to sobie? po pól roku bycia w szpitalu uslyszalam slowa "DO DOMU" rany jaka była moja radosc....do czasu...
po poludniu zrobilo sie zamieszanie...gazometria,...zdjecie...gazometria...lekarz..pytam co jest nikt nic nie mówi...w końcu przychodzi lekarz i mówi ze musimy przeniesc sie na intensywna bo gazometria jest zła, zdjecie jest złe...Jula ma niedodme płuca...i znowu łzy..płacz...telefon do meza zeby szybko przyjechal...echhhh
trafiamy nawet do tej sali co wczesniej lezelismy...pielegniarki sie dziwia..my w strachu...echh
na drugi dzien dowiadujemy sie ze u Juli praktycznie nic sie nie zmieniło...ze gazometrie ma taka jak miała i płuca też poprostu taka juz jest...nic sie nie pogorszylo..nie wiem czy ten pulmonolog nie przeczytal jej historii czy co...
najedlismy sie strachu....
ale szczerze mówiąc na intensywnej jest duzo duzo lepiej..gdyby byla mozliwosc wolalabym zeby jula lezala tam az do wyjscia do domu...
16.01.2009r.
Po 7 miesiacach i 3 dniach Julka wróciła do domu !!!
Miejmy nadzieję, że jej mamusia będzie chciała napisać nam tu coś więcej :)
-- Marta